Pomarańczowa Rewolucja

No i zostałem świadkiem kolejnej Pomarańczowej Rewolucji, tym razem skierowanej jednak nie przeciw politykowi, lecz przeciw Matce Naturze, sprawującej coraz silniejszą władzę na drogach żelaznych w okolicach Wielbarka. Oręża w walce nie stanowiły już okrzyki i hasła, lecz piły, sekatory i maczety, z tym większym zaangażowaniem przeciwstawiane dyktatowi inwazyjnej zieleni, im trudniejsza była ona do pokonania. Najważniejsza bitwa tej rewolucji, stoczona na zdewastowanej byłej mijance Wielbark Las, otworzyła jej bohaterom, członkom Bractwa Drezynowego, bramę do wielkiego zwycięstwa, jakie stanowił przejazd całą linią 225 z Wielbarka do Nidzicy oraz z powrotem, co miało miejsce 24 września bieżącego roku, zabierając około 8 godzin. Kolejny dzień, 25 września, nie przyniósł już tak zaciętych bojów, przemierzyliśmy bowiem w obie strony szlak ze Szczytna do Wielbarka, na którym całkiem niedawno panowanie sił natury zostało ukrócone wspólnym staraniem zakładów drzewnych Swedwood Poland Sp. z o. Oddział w Wielbarku, zarządcy infrastruktury PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. i lokalnych władz. I chociaż w ciągu dwóch opisanych dni kilka pomniejszych potyczek zakończyło się wywieszeniem „białej flagi”, na przykład nieudana próba wjazdu na bocznicę do lotniska Szymany, to w żaden sposób nie zepsuło to naszych dobrych humorów. Pozostaje pytanie: czemu rewolucja pomarańczowa?! Nie nie, to oczywiście nie jest hołd dla wolnej Ukrainy. Ot, po prostu, takie nawiązanie do barw turystycznej drezyny motorowej, którą mieliśmy przyjemność podróżować, zwanej z tej racji „Pomarańczą”. Wierzę, iż Bracia Ukraińcy i Bracia Drezyniarze wybaczą mi to dość swobodne zapożyczenie…

005 Pomaranczowa Rewolucja 08

Uczestnicy "Pomarańczowej Rewolucji" ustawiają się do pamiątkowego zdjęcia. Za plener posłużyły most kratowy na rzece Omulew oraz widoczna w tle wielbarska wieża wodna. (Wielbark, 25.09.2011)

Dobra kolejowa zabawka

Maszyna Bractwa Drezynowego została już przedstawiona w sprawozdaniu z przejażdżek między Grabowem a Jastrząbką, jakie miały miejsce w dniach 10 i 11 sierpnia. To sprytny pojazd, oparty na silniku motocyklowym MZ ETZ 250, adaptowany do różnych rozstawów szyn, posiadający 6 – 7 miejsc siedzących i fotel kierowcy. Rozwija prędkość około 60 km/h, odczytywaną na liczniku rowerowym, ma masę oraz moc wystarczające do tego, by nawet solidniejsze krzewy składać na torze niczym zapałki, a zasypane rowki szynowe odkopywać nierzadko samodzielnie, bez specjalnej pomocy ekipy z łopatami. Użyteczne wyposażenie, wśród którego wymienić należy m. in. oświetlenie (w tym szperacz), syrenę, dwie pojemne skrzynie ładunkowe i stolik (dostępny dla wersji 1435 mm), sprawia, że podróże spędza się nie tylko w bezpiecznym, ale i komfortowym otoczeniu. Drezyna obracana jest za pomocą „kurzej stopki”, a do jej transportu służy przyczepa z odpowiednio dostosowanymi belkami najazdowymi. Trzeba przyznać, że już na trasie z Warszawy do Wielbarka „Pomarańcza” wzbudzała zauważalne zainteresowanie osób postronnych, dla mnie jednak najważniejsze, iż przez całe dwa dni intensywnej eksploatacji działała bez zarzutów, zapewniając nam nie lada rozrywkę. Tak bezawaryjnej kolejowej zabawki wcześniej jeszcze nie widziałem.

005 Pomaranczowa Rewolucja 01

Zaledwie kilka minut od rozpoczęcia wyprawy, na dawnej stacji Wielbark Las, napotkaliśmy pierwsze i największe w ciągu dwóch dni problemy. Niekompletny tor i duża liczba drzew sprawiły, że pokonanie kilkuset metrów zajęło około trzech godzin. (Wielbark Las, 24.09.2011)

Dzień 1: Wielbark – Nidzica – Wielbark Las

Po ustawieniu „Pomarańczy” na torach na skrzyżowaniu linii kolejowej z ul. Nowowiejskiego i przetoczeniu pojazdu na wysokość peronów stacji w Wielbarku, telefonicznie zgłosiliśmy dyżurnemu ruchu na stacji Nidzica zamiar zajęcia szlaku Nidzica – Wielbark. Otrzymawszy zgodę i wstępnie ustalone zasady wjazdu na nidzicki węzeł, około 11:00 wyruszyliśmy przed siebie. Koła drezyny wystukały znajomy rytm na kratowym moście na rzece Omulew, a po chwili byliśmy na dawnej mijance Wielbark Las, na której – adekwatnie do nazwy – powitał nas gąszcz bujnej roślinności, pokrywającej całą równię stacyjną. Drogę tarasowały już nie tylko krzaki, lecz także świerki, sosny i brzózki, z pniami osiągającymi średnicę kilkunastu, nawet kilkudziesięciu centymetrów. Nie to jednak, ani też straszące puste nastawnie „WL” oraz „WL1”, było najgorsze, lecz duże ubytki w torze głównym zasadniczym. Niekompletne rozjazdy i fragmenty toru sprawiają, że na chwilę obecną trasa nie jest przejezdna. Załoga drezynowa umiała sobie oczywiście poradzić, dźwigając około półtonowy pojazd za pomocą wymyślanych na poczekaniu prowizorycznych konstrukcji, ale klasyczny tabor kolejowy nie miałby najmniejszych szans. I choć wydaje się, że pod względem technicznym uzupełnienie istniejących kradzieży nie powinno stanowić większego problemu, zwłaszcza że rozjazdy da się zastąpić zwykłym torem (posterunek nie jest w tym miejscu potrzebny), to w naszych realiach ta przykra sprawa może okazać się kwestią ciężką do załatwienia. Hmm, trudniej się teraz dziwić, że inicjatywa wykorzystania linii 225 jako alternatywnej drogi do zakładów drzewnych firmy Swedwood w Wielbarku nie została jak dotąd wcielona w życie.

005 Pomaranczowa Rewolucja 02

Wiatrołomy, choć groźnie wyglądające, nie stanowiły większej przeszkody. Kilka skutecznych cięć piłą motorową i można było jechać dalej. Na zdjęciu powalone przez wiatr drzewo między Napiwodą a Muszakami, w okolicach dawnej mijanki Bartoszki. (Bartoszki, 24.09.2011)

Wykonywane w pocie czoła zabiegi sprawiły, że po 3 godzinach z ostudzonym entuzjazmem można było kontynuować jazdę. Opłaciło się! Dalsza podróż upłynęła już w znacznie bardziej sprzyjających warunkach i tylko co jakiś czas musieliśmy chronić nasze głowy przy mijaniu krzaków wchodzących w skrajnię, a także usuwać z toru powalone przez wiatr drzewa. Po tym, co przeżyliśmy na mijance Wielbark Las, było to „małe piwo”. Bez dłuższych postojów minęliśmy Przeździęk Wielki, w którym jeszcze na początku XXI wieku znajdował się ładny drewniany parterowy dworzec, Puchałowo z przepięknym, ale coraz bardziej zapuszczonym budynkiem dworcowym z czerwonej cegły, następnie Muszaki z dużą wojskową rampą oraz Napiwodę. W km 3,938 naszą uwagę zwrócił przebudowany przejazd kategorii D na drodze powiatowej z Niborka do Łyny. Dobrze, że modernizacja drogi, połączona z budową nowej ścieżki rowerowej w 2010 roku, nie zakończyła się zaasfaltowaniem toru: wyraźny znak, że ktoś jeszcze w linii nr 225 dostrzega potencjał. Pocieszeni tym faktem żwawo zbliżaliśmy się do stacji docelowej. Tor wielbarski spotkał się z torem zelektryfikowanej linii kolejowej nr 216 z Działdowa do Olsztyna Głównego, a my przemknęliśmy obok tarczy ostrzegawczej, świecącej do „Pomarańczy” na pomarańczowo, aby za moment pokornie zatrzymać się pod ustawionym na „Stój” semaforem wjazdowym. Przyszedł czas na telefoniczne zgłoszenie się dyżurnemu ruchu w Nidzicy. W mgnieniu oka opadły rogatki na przejazdach w ciągu ulic Olsztyńskiej i Działdowskiej, a na semaforze zamrugało do nas ochoczo białe światło, czyli sygnał zastępczy „Sz”. Powolutku przetoczyliśmy się przez rozjazdy, zachowując szczególną uwagę przy pokonywaniu krzyżownic, stwarzających czasem problemy dla kół o mniejszej średnicy. Niemałą sensację wzbudzała „Pomarańcza” wśród oczekujących przed szlabanami kierowców i pieszych. Około godziny 17:00 zameldowaliśmy się przy peronie 1.

005 Pomaranczowa Rewolucja 03

Postój techniczny w leśnym przekopie koło Bartoszek. (Bartoszki, 24.09.2011)

Sjesta na stacji w Nidzicy nie trwała długo. Po wykonaniu pamiątkowych zdjęć i obróceniu drezyny na „kurzej stopie”, zamówiliśmy u dyżurnego drogę przebiegu w stronę Wielbarka. Znów na sygnał „Sz”, przy zamkniętych rogatkach, podjechaliśmy pod nastawnię „ND”, aby tam jeszcze na jakiś kwadrans zostawić pojazd pod czujnym okiem pracownika kolei. Część załogi udała się na zakupy spożywcze do pobliskich sklepów. Po powrocie, na chwilkę przed wyjazdem, ucięliśmy z dyżurnym ruchu dość intrygującą branżową pogawędkę. Najbardziej zaciekawiła mnie nieznana wcześniej informacja, że przed dziesięcioma miesiącami odcinek z Nidzicy do Puchałowa pokonał wózek motorowy spółki PKP PLK S.A., ponadto kilka razy jeżdżono także do wspomnianego wcześniej, zmodernizowanego przejazdu. Dziękując gorąco miłemu gospodarzowi nastawni za garść wiadomości oraz ciepłe przyjęcie, o godzinie 17:50 wyruszyliśmy w drogę powrotną – szybszą i łatwiejszą. W przeciwieństwie do poprzedniego pracowitego kursu, teraz w pełni mogliśmy się raczyć urokami pięknej trasy, szczególnie nieopodal Napiwody i Bartoszek. Do samego Wielbarka jednak już nie dotarliśmy, kończąc podróż na przejeździe kolejowym kategorii D w km 37,680. No cóż, robiło się coraz ciemniej, a pokonanie ubytków nawierzchni na mijance Wielbark Las ponownie zabrałoby mnóstwo czasu. Drezynę zdjęliśmy z toru około godziny 18:50, udając się na zasłużony nocleg. Dzięki wielkiej uprzejmości jednego z uczestników wyprawy, Ryszarda, mieliśmy okazję przespać się w domu położonym w zjawiskowej osadzie Piece, tuż nad brzegiem jeziora Sasek Wielki. Pogodne, gwieździste mazurskie niebo i odpowiednio dobrany prowiant sprawiły, że jeszcze długo trwał grill, a przy nim żywe rozmowy: trochę kolejowe, a trochę życiowe…

005 Pomaranczowa Rewolucja 04

No i dojechaliśmy. Około godziny 17:00 "Pomarańcza" wtoczyła się na tor 3 przy peronie 1 stacji Nidzica. Szkoda, że nie spotkaliśmy jakiegoś pociągu. (Nidzica, 24.09.2011)

Dzień 2: Szczytno – Wielbark – Szczytno

Rześkie powietrze, przesycone wilgocią pobliskiej wody i zapachami boru, szybko postawiło wszystkich na nogi. W dwóch turach zjedliśmy pożywne śniadanie i przygotowaliśmy się do drogi. Jeszcze przed godziną 11 odwiedziliśmy dyżurnego ruchu w nastawni „Sz” na stacji Szczytno, który zaproponował nam wstawienie drezyny na znajdującym się tuż przy niej przejeździe kolejowym kategorii A. Tak też uczyniliśmy, podjeżdżając następnie w kierunku semafora wyjazdowego. Nie zdążyliśmy nawet zatrzymać pojazdu, gdy opuszczone zostały szlabany na skrzyżowaniu torów z ulicą Warszawską, a na naszym semaforze pojawiło się zezwolenie na jazdę, tym razem w postaci manewrowego białego światła. My jednak, mając na to zgodę stacji, minęliśmy granicę przetaczania i zajęliśmy czynny szlak, zostawiając za sobą ładną panoramę miasta. Ze względu na dobry stan techniczny odcinka z Wielbarka do Szczytna, przywróconego do bieżącego utrzymania z dniem 1 lipca 2011 roku, podróż nie przysparzała najmniejszych problemów, dzięki czemu znów mogliśmy wszystkimi zmysłami chłonąć urodę tej charakterystycznej krajobrazowo trasy, a nawet pozwolić sobie na krótkie „fotostopy” na mijanych przystankach: Siódmak, Szymany oraz Jesionowiec. W Wielbarku nabraliśmy ochoty, żeby „podciągnąć” jeszcze do Suchego Lasu. Na moście kratowym nad Omulwią wykonane zostały pamiątkowe grupowe fotografie, a potem udaliśmy się w stronę dawnego posterunku odgałęźnego. Niestety, na drodze do dalszej jazdy stanęły zbyt gęste zarośla, takie jak te, które poprzedniej doby kosztowały nas wiele sił na mijance Wielbark Las. Tym razem walkę odpuściliśmy, podobnie zresztą jak w Szymanach, gdzie podjęliśmy nieudaną próbę wjazdu na lotniskową bocznicę. Chociaż nie wyszło, to i tak w doskonałych nastrojach zatrzymaliśmy się pod semaforem wjazdowym stacji Szczytno, prosząc ostatni raz podczas weekendowych wojaży o pozwolenie na wjazd. Dyżurny ruchu dał nam sygnał zastępczy. Ponownie mogliśmy z satysfakcją przyglądać się zdziwionym minom kierowców oraz przechodniów. Około godziny 14:30 zdjęliśmy drezynę z toru i, pożegnawszy się ze sobą, z życzeniami kolejnych równie udanych eskapad, rozjechaliśmy się do domów. Motor „Pomarańczy” brzmiał mi w uszach jeszcze przez kilka dobrych godzin…

005 Pomaranczowa Rewolucja 05

Drugi dzień podróżowania. Słoneczna pogoda i dobrze utrzymana linia sprzyjały krótkim postojom na stacjach i przystankach, jak choćby w Siódmaku... (Siódmak, 25.09.2011)

005 Pomaranczowa Rewolucja 06

...i w Jesionowcu. (Jesionowiec, 25.09.2011)

Rewolucja z nową ideą?

W czasach, gdy mnóstwo zamkniętych lokalnych linii kolejowych w Polsce przeżywa trudne chwile, rozwój turystyki kolejowej z użyciem lekkich drezyn motorowych i ręcznych wydaje się być dosyć ciekawym kierunkiem. Stwarza on możliwość zachowania nieczynnych dróg żelaznych w stanie przejezdności, przez co należy rozumieć przede wszystkim kompletność nawierzchni oraz choćby ograniczone utrzymanie skrajni budowli. Turystyka drezynowa to również przestrzeń do współpracy między zarządcą infrastruktury kolejowej (którym może być spółka PKP Polskie Linie Kolejowe S.A., jak też przejmujący linię organ samorządowy), a pasjonatami kolejowymi, którzy nierzadko skłonni są oddać w ramach wolontariatu setki godzin wytężonej pracy jedynie po to, aby jeszcze raz przemierzyć fascynujący ich szlak. Należy mieć świadomość faktu, że drezyny jako stały produkt turystyczny będą efektywne dopiero wtedy, kiedy uczyni się z nich element znacznie szerszej oferty, bazującej na jak największej liczbie walorów okolicznych terenów. Ale czy stoi coś na przeszkodzie, by taką właśnie kompleksową ofertę wykreować?! Kto wie, może i dla linii nr 225 powoli nadchodzi czas poszukiwania podobnych rozwiązań? Atrakcyjnych miejsc z pewnością tu nie braknie, a wszelkie rewolucje z założenia winny być przesiąknięte nowymi ideami…

005 Pomaranczowa Rewolucja 07

Pokonywanie zamkniętych na zamki rozjazdów wymagało nieco tężyzny. Takie manewry wykonywaliśmy między innymi na stacji w Wielbarku. (Wielbark, 25.09.2011)

Podziękowania: wszystkim uczestnikom wycieczki dziękuję za rewelacyjną zabawę oraz świetną atmosferę, a Zakładowi Linii Kolejowych w Olsztynie za zawsze życzliwe podejście do sympatyków transportu szynowego i ich pomysłów. Do następnego razu!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Pomarańczowa Rewolucja

  1. Dariusz Burliński pisze:

    Fajna wyprawa, nie ma co! Co do drezyn, to jakieś 10-15 lat temu pojawił się pomysł zrobienia szlaku dla drezyn na linii Szczytno-Czerwonka. Plan, plany, plany i na tym się skończyło. jeden z samorządów nie był zainteresowany przejęciem linii od PKP i klops. Malowniczy odcinek niszczeje. Nasi włodarze mają gdzieś promocję powiatu i koniec przygody… a mogło być tak pięknie

  2. Zoran pisze:

    Panie Adamie. Powiem krótko. Fantastyczna relacja, czekam na kolejne publikacje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s