Od autora

Minęło 111 lat. Jeden wiek i 11 lat liczone od 1 lipca 1900 roku, kiedy to Pruskie Koleje Państwowe (Preussische Staatsbahnen) oddały do użytku drogę żelazną łączącą Nidzicę (Neidenburg), Wielbark (Willenberg Ostpr.) i Szczytno (Ortelsburg). Te 111 lat dość krętą drogą wiodło przez największe zawirowania dziejowe: dwie wojny światowe, zmianę granic państwowych, wreszcie przekształcenia ustrojowe, jakie miały miejsce w Polsce pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku. W międzyczasie wielbarska stacja zdążyła stać się węzłem kolejowym (uzyskując w 1915 roku wąskotorowe połączenie z Ostrołęką, szybko zastąpione połączeniem normalnotorowym), przestała nim być wraz z likwidacją odcinka do Chorzel po zakończeniu pierwszej wojny światowej, wreszcie – ostatecznie już – powróciła do tej rangi zaledwie kilkanaście dni po rozpoczęciu drugiej wojny światowej. Socjalistyczna gospodarka Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej skierowała na tutejsze tory przewozy z najwyższej półki, także o charakterze międzynarodowym oraz strategicznym (tranzyt NRD – ZSRR), jednak w warunkach transformacji gospodarczej lat dziewięćdziesiątych okoliczna kolej w mgnieniu oka została doprowadzona do stanu agonalnego, czego efektem stało się zawieszenie ruchu pociągów pasażerskich i towarowych. Ostatni osobowy z Wielbarka do Szczytna odjechał 31 lipca 2001 roku, a dalsze losy węzła stanęły pod dużym znakiem zapytania.

Czas, start! Mamy dzień 1 lipca 2011 roku. Polska rozpoczyna właśnie swoją prezydencję w Unii Europejskiej, a do Wielbarka powracają długo oczekiwane pociągi towarowe, które mają obsługiwać zakład przemysłu drzewnego koncernu Swedwood. Już pół miesiąca temu, 15 czerwca, dotarł tam okolicznościowy pociąg (autobus szynowy), wiozący przedstawicieli władz samorządowych, przedsiębiorców i kolejarzy, co stanowiło czytelny sygnał, że idea przywrócenia do życia wielbarskiego węzła ma coraz więcej zwolenników. W perspektywie modernizacji linii kolejowych nr 219 i 35 na odcinku Olsztyn Główny – Szczytno – Szymany w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego oraz aktywnych działań firmy Swedwood rośnie nadzieja, iż w przyszłości do Wielbarka powrócą również pociągi pasażerskie. Szkoda tylko, że z pozytywnymi poczynaniami na terenie województwa warmińsko – mazurskiego nie idą w parze podobne inicjatywy na mazowieckim odcinku linii nr 35. Wręcz przeciwnie, wszczęta niedawno procedura likwidacyjna fragmentu trasy znajdującego się pod zarządem Zakładu Linii Kolejowych w Siedlcach stanowi łyżkę dziegciu w beczce miodu.

Dlaczego Wielbark? W świetle powyższych akapitów trudno mieć wątpliwości, że 1 lipca 2011 roku do dobry moment na otwarcie niniejszej strony. Pozostaje tylko pytanie: czemu akurat Wielbark? Cóż, odpowiedź wyda się prozaiczna: z kilku stacji, z którymi jako dziecko i młodzieniec miałem do czynienia, właśnie ta jedna jakoś szczególnie przykuła moją uwagę. Nieważne, że w czasach powojennych nie powalała ona swoją urodą na kolana, że zniszczony niemiecki dworzec zastąpiono malutkim parterowym budynkiem bez wyrazu, że nastawnie były zwykłymi peerelowskimi klockami, a i wieża wodna ani krzty nie nawiązywała do tej sprzed 1945 roku, sporo urodziwszej. Nieważne! Wielbark miał po prostu to „coś”, co kazało mi spędzać całe godziny na rampie kolejowej, albo przy otwartym oknie wujowskiego domu, z którego roztaczał się widok na duży plac ładunkowy oraz rzędy świetlnych semaforów wyjazdowych i powtarzających, osłaniających szlak do Szyman. Magię, która nie pozwalała zapomnieć o żadnym pociągu, niezależnie od tego, czy była to duża lokomotywa liniowa serii SU45 z czterema wagonami przedziałowymi, czy też mniejsza, acz poczciwa SP42 z trzema „ryflakami”. Magnetyzm, który nie zanikł nawet po odjeździe ostatniego pociągu.

O czym będę pisał? Od dłuższego czasu dokładnie badam dzieje węzła wielbarskiego oraz zbiegających się w nim linii kolejowych, a więc w praktyce obszaru ograniczonego stacjami Ostrołęka, Nidzica i Szczytno. Częściowe efekty swojej pracy prezentowałem już niegdyś na stronie internetowej „Stukot”. Bardzo ucieszyło mnie wówczas, że dotarłem z nią do osób mocno identyfikujących się z okoliczną koleją. Podzieliły się one ze mną wieloma ciekawymi wspomnieniami, informacjami oraz materiałami, które jednak, ze względu na zamknięcie „Stukotu”, na jakiś czas trafić musiały do przysłowiowej „szuflady”. Światło dzienne ujrzały dopiero w 2010 roku, za sprawą publikacji w „Roczniku Mazurskim”. Linii kolejowej nr 35 poświęciłem również swoją pracę magisterską, napisaną na Politechnice Gdańskiej. Analizie poddałem tam stan techniczny trasy oraz zaproponowałem możliwości jej modernizacji. Zdobywana na przestrzeni ostatnich lat wiedza na temat wielbarskiego węzła wzbudziła we mnie chęć powrotu do prowadzenia strony. Zakładam, że dość intuicyjny system obsługi bloga pomoże mi okiełznać zawiłości html oraz css i bez większych przeszkód skupić się na meritum sprawy. Chciałbym powolutku, krok po kroku, wzbogacać zawartość witryny, na której znajdą się między innymi aktualności z życia linii nr 35, 225, 733, cykl artykułów poświęconych historii węzła Wielbark i okolic, wspomnienia ludzi związanych zawodowo lub prywatnie z tutejszym kolejnictwem, zbiór dokumentów, a także galeria. Liczę ponadto na Was, drodzy Czytelnicy, przyjaciele wielbarskich dróg żelaznych. Liczę na Wasze refleksje, uwagi, wspomnienia. Obiecuję, że na tej stronie nigdy nie zabraknie dla nich miejsca.

Adam Dąbrowski, 01.07.2011

Reklamy